Jędrzejewski w śledztwie Nowaka. Czego były minister chciał od lekarza?
"Rzeczpospolita" ujawniła, że nazwisko lekarza, który obciąża Dawida Kacprzyka, pojawia się w śledztwie korupcyjnym Sławomira Nowaka. Według prokuratury były minister podżegał do wystawienia fałszywego zaświadczenia lekarskiego.
Nowak namawiał Jędrzejewskiego do wystawienia fałszywego zaświadczenia lekarskiego?
W rozmowie z dziennikiem Emil Jędrzejewski zapewnia jednak, że nie miał ze sprawą fałszywych zwolnień nic wspólnego.
– Nigdy pan minister mnie nie namawiał do wystawienia żadnego zaświadczenia. Miałem kontakt z panem ministrem, ponieważ go dwukrotnie operowałem – wyjaśnił.
Wątek zaświadczenia lekarskiego w komunikacie prokuratury
Prokuratura Okręgowa w Warszawie w komunikacie z 21 grudnia 2021 roku, informującym o skierowaniu aktu oskarżenia przeciwko Sławomirowi Nowakowi, wątek zaświadczeń lekarskich został opisany bardzo krótko. Śledczy wskazali, że jednym z 17 zarzucanych Sławomirowi Nowakowi przestępstw było podżeganie jednego z lekarzy do poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej poprzez wystawienie dwóch zaświadczeń lekarskich zawierających nieprawdziwe okoliczności związane ze stanem zdrowia byłego ministra.
W śledztwie nie ujawniono jednak nazwiska medyka, zaś w zarzutach jest mowa o "ustalonym lekarzu z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie".
Gazeta przypomina, że "celem uzyskania zaświadczeń było usprawiedliwienie nieobecności Nowaka w pracy na Ukrainie, dotyczyło to czasu, kiedy kierował on Ukrawtodorem, państwową agencją zarządzającą drogami na Ukrainie".
Sprawa wyszła na jaw przypadkiem
Sprawa – jak podkreśla dziennik – wyszła na jaw przypadkiem. Pozostający pod kontrolą operacyjną Sławomir Nowak i osoby z jego otoczenia, nagrali się, kiedy były minister zadzwonił do lekarza i miał prosić go o wystawienie zaświadczenia, potrzebnego do usprawiedliwienia swojej nieobecności w pracy.
Rozmowa na temat zwolnienia lekarskiego miała być przeprowadzona w czerwcu 2018 roku, a później w październiku tego samego roku. Rozmowa miała być prowadzona "otwartym tekstem", a "ustalony lekarz" w tej rozmowie miał rzekomo przytaknąć.
Emil Jędrzejewski zaprzecza
Doktor Emil Jędrzejewski pytany przez "Rzeczpospolitą", czy doszło do takiej rozmowy, zaprzeczył. – Może chodziło o kogoś innego, w każdym razie mnie nie namawiał – powiedział.
Nigdy także nie znaleziono wystawionego dla Sławomira Nowaka zaświadczenia. "Dlatego choć miały paść słowa, uznane za pewnego rodzaju deklarację, to nie sposób uznać to za przestępstwo. I dlatego też lekarz nie usłyszał zarzutów, a jedynie były minister Nowak" – czytamy.
Źródła dziennika wskazują, że "nie było wystawionego zaświadczenia, w którym lekarz by poświadczył nieprawdę, dlatego zarzut karny nie wchodził w grę".
Adwokat Sławomira Nowaka, Joanna Broniszewska, potwierdziła, że sprawa o podżeganie do wystawienia lewego L-4 trafiła do sądu i do dziś nie została oceniona przez sąd.